Wiał lekki popołudniowy wietrzyk ale nie dawał się zbytnio we znaki gdyż powietrze było nagrzane od wiosennego słońca. Stałam na balkonie opierając ręce o białą , kamienną balustradę. Na balkonie stało kilka donic z egzotycznymi kwiatami oraz mały, wiklinowy stoliczek z jednym krzesłem. Na dziedzińcu było pusto, żadnych Elfów, żadnych Vaskotów... Nikogo nie było. Czasami nawet bałam się, że to wszystko nie wyjdzie, że nikt nie zechce się tu osiedlić i miasto nie powstanie. Jednak zawsze wieżyłam, że jest chociaż szansa.
Wiatr zawiał nieco mocniej i usłyszałam skrzypienie bramy i kroki. Szybko zwróciłam wzrok w tę stronę. Jakaś dziewczyna weszła na dziedziniec i rozglądała się niepewnie. Od razu wzbiłam się w powietrze i zleciałam do niej. Obrzuciłam ją szybkim spojżeniem i stwierdziłam, że nie ma szpiczastych uszu więc nie może być Elfem, rysy twarzy również nie pasowały do Vaskotki. Nie była ubrana jak czrna czarownica, a do białej jakoś mi nie pasowała. Łowca? E... Nie ma amuletu.
- Jesteś Mayoko? - spytałam. Dziewczyna wyglądała na taką w moim wieku, chodź dla Mayoko było to 10 razy mniej. Ubrana była ubogo, a przy sobie miała jedynie worek z pajdą chleba i skrzypce. Zauważyłam, że na prawym oku ma bliznę.
- Tak - mówiła po manedulańsku, to już coś. Ale wątpię, żeby była z Lavertum. - Pochodzę z biednej rodziny, nie mam ani konia, ani nawet Huslina. Napadli mnie dzikusi z północy, zabili rodzeństwo i matkę.
- Jenrwi? - to najgorsze z plemion północy, które bogatych doszczętnie okrada, a biednych zabija.
- Czy to Dellon?
- Witaj - oczy mi zabłyszczały, a na ustach pojaeił się uśmiech.
- Jesteś królową?
- Tak, jestem Imarsil, a ty, jak się nazywasz?
- Mycach pani.
- Zamieszkasz, w którejś z tych hatek.
Ruszyłam naprzód, wśród białych hatek o matowo czerwonych dachach. Mieszkanie nowo przybyłej było skromne w porównaniu do mojego pałacu. Jednak dom posiadał dwa piętra przy czym na górze znakdowała się jedynie sypialnia z łazienką.
- Umiesz czytać? - spytałam gdy się rozgościła i ruszyłyśmy do zamku.
- Nie najlepiej - przyznała.
- Dobrze... - w głowie "spisywałam" rzeczy, które trzeba będzie dać tej skrajnie ubogiej dziewczynie. - Ile właściwie masz lat?
- 196, to po elficku 1960 prawda?
- Dokładnie, widzę, że nieźle się znasz. Może i nie umiesz za dobrze czytać ale masz poza tym jakieś zainteresowania? Czym mogłabyś się zajmować tutaj, w Dellon?
- Hm... Jestem skrzypaczką, umiem też grać na wiolączelli i kontrabasie, umiem tańczyć, śpiewać i znam dużo języków - po tonie jej głosu słychać było, że nie chce się tym wszystkim chwalić i gdybym nie zapytała pewnie by tego nie powiedziała. Jednak to ostatnie mnie zaciekawiło: jakim cudem mayokańska dziewczyna z ubogiej rodziny mogła znać dużo języków?
- Skąd znasz te języki? - zapytałam więc.
- Kiedy moja siostra sprzedawała na rynku różne wyroby żeby zarobić ja grałam i tańczyłam. Przy okazji nasłuchałem się wielu handlarzy, którzy przyjeżdżali tam z różnych stron świata. Tak nauczyłam się mniej więcej dwunastu języków.
- A co do tych skrzypiec, mogłabyś zostać muzykiem. Co ty na to?
- Dobrze, mogę zostać muzykiem.
Weszłyśmy do zamku, a ja dałam Mycach ubrania i inne rzeczy, które na pewno jej się przydadzą.
Po posiłku, który zjadłyśmy w wielkiej sali w zamku zapytałam.
- Zagrałabyśmi coś na skrzypcach?
- Oczywiście - widać było, że się ucieszyła. Od razu chwyciła instrument i zaczęła grać. Jej muzyka wydawała się nieco smutna ale mimo to piękna. Grała tak pół godziny, a później odłożyła skrzypce na mały stolik uprzednio zapytawszy mnie czy może tam położyć.
- Nauczyłaś się tego utworu?
- Wymyślałam na bierząco - byłam pod dużym wrażeniem talentu Mycach. Do końca dnia już się nie zobaczyłyśmy gdyż dałam jej kilka książek do domu żeby mogła się uczyć czytać.
Sama zaś wyszłam po zachodzie na balkon i obserwowałam niebo przez teleskop. Taki teleskop miał mało kto! Tylko królowie jak mój ojciec mogli sobie pozwolić na ten nowy wynalazek. Kiedy skończyłam, położyłam się do swojego loża i od razu zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz