czwartek, 11 września 2014

Od Greeny C.D.

Leciałam za łabędzie mi smokiem z niewiarygodną prędkością, a i tak nie mogłam ich dogonić. Byłam wściekła na tę dziewczynę. Znów strzeliłam i tym razem strzała chodź lekko drasnęła wierzch skrzydła łabędzia. Ptak runął w dół, a ja za nim. Co mnie zdziwiło? A to, że w połowie drogi na ziemię łabędzica przemieniła się z powrotem w dziewczynę i zaczęła swobodnie spadać niczego się nie bojąc! Smok poleciał gdzieś dalej, a my tym czasem zbliżałyśmy się do białych murów pustego miasta. Wiatr świszczał mi w uszach, a piorunujący wzrok utkwiłam w spadającej Vaskotce. Przedemną ukazał się brukowanych dziedziniec miasta po jednej stronie muru i wiejskie drogi po drógiej. Lecieliśmy prosto na jedną z tych dróg. Już myślałam, że dziewczyna się zabije i nie będę miała tego zaszczytu kiedy ta o dziwo wylądowała miękko na drodze. Stanęła na nogi bez najmniejszego siniaka. To było dziwne, naprawdę, ale widziałam dziwniejsze rzeczy. Cometha wylądowała na drodze ze stukotem kopyt, a ja odczekałam do puki się nie zatrzyma i powiedziałam patrząc na Vaskotkę z wyższością.
- I co? Że jak umiesz spadać z nieba to niby jesteś taka super, co?
- Co ty gadasz w ogóle? Przestań po prostu atakować moje zwierzę! - wtedy zobaczyłam, że z jej prawego ramienia cieknie krew i uśmiechnęłam się pod nosem. Jednak w tej chwili przez otwartą bramę wyszła jakaś Elfka. W jej długie rude włosy wplecione było całe mnóstwo kwiatów, a na głowie nosiła delikatną koronę z roślin i kamieni szlachetnych, na której widok moje oczy rozbłysła chciwością. Jej długa suknia mieniła się tysiącem barw, a ona sama wyglądała na tak zadbaną i bogatą, a jednocześnie niezwykle skromną i mądrą. To musiała być królowa. Królowa tego oto miasta.
- Co tu się dzieje?! - spytała lekko zdenerwowana.
- To - tu Vaskotka wskazała na mnie - się dzieje!
- Kim jesteś? - zwróciła się do mnie Elfka.
- Greena, wasza wysokość - odparłam, zeskoczyłam z Comethy i ukłoniłam się niezgrabnie. Królowa wyglądała na zaskoczoną.
- Imarsil - odpowiedziała - nie musisz mi się kłaniać.
- Ależ dla czego? To zaszczyt! - zaprotestowałam. To oczywiste, że kłamałam, a jakżeby inaczej! Bo w końcu czemu miałabym być miła dla królowej jakiegoś małego, nowego miasteczka? Nie lepiej je sprytnie okraść i zwiewać?! Czy nie na tym polega życie Piratów i Łowców?
- O co ci chodzi Kath? - Imarsil zwróciła się do Vaskotki. - Ta dziewczyna jest bardzo miła, przyjmiemy ją do miasta - z tym ostatnim zwróciła się już do nas obu. No dobra, plan się zmienił, ja wcale nie chciałam dołanczać do jakiegoś miasta! Ale trudno, w takim razie jest jeszcze lepiej, bo zadomowię się i znajdę okazję na ustrzelenie smoka!
- Ale ona chciała zapolować na Rukanora - protestowała Kath, a Imarsil wydała się być trochę zaskoczona, a trochę jakby przestraszona.... Jakby bała się tej bestii, zarazem cennej zdobyczy...
- Z jakiego rodu pochodzisz? - spytała mnie królowa.
- Jestem Łowczynią Dusz, ale moją matką była Piratka  - osparłam spokojnie.
- Oh - wydusiła Imarsil. Czyżby podejżewałam MNIE o możliwość kradzieży lub oszustwa? Mnie? -No cóż... Zatem witam w Dellon - powiedziała z lekką niepewnością w głosie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz