Dzień był chłodny, jak na lato, na niebie zbierały się burzowe chmury. Cometha szła wiernie tuż za mną, a ja kroczyłam przez gęste krzaki i zarośla torując sobie drogę rękami. Nie miałam żadnej broni oprócz mojego łuku. Żadnego miecza, nawet sztyletu, noża nie miałam! Nic! To koszmar, ale trzeba było sobie jakoś radzić. Po dłużej chwili wyszłam z lasu i trafiłam nad jezioro. Kazałam pegazowi zostać, a sama ruszyłam przez tatarak. Wyczuwałam coś...coś dużego...smoka!
Przedarłam się przez gęste zielska i stanęłam po kolana w jeziorze. Zaraz jednak schowałam się z powrotem, wyjęłam strzałę i napięłam łuk. Oto co zobaczyłam: na sporej wyspie na środku jeziora leżał młody smok cienia. Nie spał, ale odpoczywał najprawdopodobniej po jedzeniu. Oczy mi rozbłysły, wycelowałam w smoka i już miałam go zastrzelić kiedy usłyszałam głos dochodząc z tyłu. Odwróciłam się i skierowałam łuk prosto w nos jakiejś dziewczyny wyglądającej na taką w moim wieku. Miała jasne włosy i cerę oraz czarną suknię wykonaną z ptasich piór. Opuściłam łuk.
- Nie strzelaj do niego - powiedziała spokojnym tonem.
- To smok! - zaprotestowałam.
- To mój smok! - przerwała mi. Już wiedziałam kim jest.
- Vaskoci... - rzuciłam z niechęcią. Dziewczyna wyminęła mnie i podeszła bliżej wyspy, na której leżał smok Dopiero teraz spostrzegłam, że idzie po wodzie. Gdy smok ją zobaczył wstał i podleciał, a następnie przysiadł w wodzie tuż obok niej robiąc przy tym niezłe fale. Dziewczyna usiadła na wodzie i pogłaskała smoka. Na ten widok prawie zwymiotowałam. Przecież to bestia! Jak tak można! To się zabija, a nie głaszcze!
- Słuchaj! Odsuń się albo zastrzelę i ciebie - rzuciłam i znowu zaczęłam mierzyć w smoka. Ten cofnął się i ryknął.
- Rozzłościsz go! - krzyknęła tamta.
- Oj straszne - odparłam sarkastycznie, ale w tym momencie smok zionął ogniem i odleciał. Zrobiłam unik, a następnie nie wahając się strzeliłam. Vaskotka krzyknęła, ale niestety (a na jej szczęście) strzała przeleciała kawałek od jego skrzydła. Gdy znów założyłam strzałę, Vaskotka wyjęła miecz. Skąd ona go wzięła? Tego nie wiedziałam, ale wiedziałam, że jest zła, a ja nie mam czym walczyć. Strzeliłam. Dziewczyna zrobiła unik. To było nie fair, ja zawsze trafiałam! Zbliżałam się do niej cały czas strzelając, ale ona robiła dobre uniki. Gdy podeszłam dość blisko zaatakowała. Broniłam się łukiem bo nie miałam nic lepszego. Nie trwało to jednak długo. Po chwili Vaskotka zmieniła się w ogromnego czarnego łabędzia. Był prawie tak wielki jak ja. Machnął parę razy potężnymi skrzydłami i wzbił się w powietrze. - Cykor - zagwizdałam i zaraz znalazła się przy mnie Cometha, klacz pegaza. Wskoczyłam na nią i od razu ją popędziłam. Wzbiłyśmy się w powietrze i poleciałyśmy za czarnym łabędziem.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz